Nikt się nie odzywał, nikt nawet na mnie nie spojrzał. Rozumiem, no bo
kto by chciał patrzeć na takiego brzydkiego ogiera jak ja… Po co mam
niby żyć…? Moje życie od samego początku było bezsensu. Poszedłem nad
jezioro. Jego toń była czysta. Wszedłem do kolan i rozkoszowałem się
cichym szumem fal. Po kilku minutach poszedłem nad Zorze. Jej kolory
mieniły się w słońcu. Potem poszedłem nad Stare drzewo. Położyłem się i
zasnąłem. Gdy się obudziłem zobaczyłem węża. Ogromnego węża. To był mój
koniec. Po chwili obudziłem się koło… mojej matki. Patrzyła na mnie
opiekuńczo. Cieszyłem się. Byłem… w raju. Znowusz mogłem przytulić się
do rodziców…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz