Zwiedzałem tereny stada. Było tu pięknie. Nadzwyczaj zaimponowała mi
Ścieżka Miłości. Nie dlatego że to było związane z miłością, tylko
dlatego że kocham chodzić przez las. To było jeszcze małe stado. No i
nawet dobrze. Nie lubię tłumu, za to lubię wnerwiać tłum. Tak, to było
bardzo dobre zajęcie. Oczywiście lubię wnerwiać ale przyjaźnie, nie chce
mieć na sam początek z kimś na pieńku. Alfa wydała się bardzo miła i
przyjęła mnie od razu. A może tylko mi się wydawało. Nie wiem. Tak czy
siak wreszcie należę do jakiegoś stada. Tu mam nadzieję że nikt nie
będzie się ze mnie wyśmiewał z powodu mojej maści i rasy. Lubię siebie i
innych, i nie obchodzi mnie jak o mnie mówią. Chodziłem tak przez góry.
Widoki były śliczne. Podeszłem do małego jeziorka i napiłem się wody.
Była błękitna aż się chciało pić. Przywołałem zwierzęta żeby one też
miały się co napić. Miałem na razie mojego jedynego przyjaciela, którego
spotkałem podczas drogi i o którym zapomniałem powiedzieć w mojej
historii. Był to wilczek-Marley i szop pracz- Lucas. Razem szliśmy gdy
brakowało nam przyjaciół. Marley został wygnany ze stada gdy był jeszcze
szczeniakiem, a Lucas zgubił się w lesie. Znalazłem obydwóch.
Przechadzaliśmy się po terenach. Zahaczyliśmy o swoją jaskinię.
-No chłopaki, będziemy tu spać.-powiedziałem do wilczka i szopa. Marley
lekko pisnął, a Lucas od razu był na górce ułożyć się do snu.
-Ej… głuptasie jest środek dnia, a to znaczy że czas coś zjeść.
Marley pobiegł do lasu upolować coś, a Lucas znalazł ciasteczka.
Ty zawsze coś znajdziesz spryciarzu. Szop ułożył się mi na grzbiecie i zaczął objadać się ciasteczkami.
Skubnąłem trochę trawy i ułożyłem się pośród niej.
-Tutaj będzie mój dom. –pomyślałem i zasnąłem.
The End
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz