Przymrużyłam oczy. Tyle jest na świecie przyjaciół którzy się w sobie zakochują...a Poker? Eh...
Znów mrużąc oczy nic nie mówiłam. Chciało mi się płakać. Nie znajdę lepszego ogiera niż Poker. Nikt mnie nie pokocha... . Może to chodzi mu o mój wygląd, rasę... sama nie wiem. Ucichłam i poszłam do Live. Poker nie biegł za mną. Nie powstrzymywał mnie. Nie byłam zła ale raczej zrozpaczona. Zauważyłam Live. Podeszłam do niej.
-Hej Rose co tam?- powiedziała skubiąc trawę.
-Wiesz szkoda gadać...
-Poker?
-Tak.
-Co tym razem?
Wtedy znów umilkłam.
-On nic do mnie nie czuje mówi że jesteśmy jak siostra i brat. Moja miłość też wygasła jak stara świeczka.
Natomiast Live była bardzo szczęśliwa.
-Co cię tak bawi? -spytałam
<Live?>
Rose- nie chodzi o żaden wygląd o rasę, po prostu ty się zakochałaś nie znając mnie, jak znam życie patrząc po wyglądzie nie po cechach. I nie miej do mnie pretensji, nie chciałem Cię zranić. Mówię to szczerze, bardzo Cię lubię ale nie bylibyśmy szczęśliwi, jako partnerzy.
OdpowiedzUsuń~Poker