Zawo0łałem szybko Marleya. Ten usłyszał moje zawołanie i szybko przybiegł. Obcy wilk już miał się… na nas rzucić gdy nagle Marley naskoczył na niego. -Roshen! Chodź tu! Marley da sobie rade!- krzyknąłem do przestraszonej klaczy. Roshen posłusznie pobiegła za mną. Schowaliśmy się w mojej jaskini. Po chwili przyszedł Marley, był trochę ranny. -Ty mały urwisie. Chodź muszę cie zabrać do pani doktor- powiedziałem do wilka. Ten z nie chęcią szedł lecz wiedział żę chce dla niego dobrze. -Na pewno nic z nim nie jest?- spytała się roztrzęsiona klacz. -Mam nadzieje że nie- odparłem zmartwiony. Po chwili z jaskini wyszła Wanilia i powiedziała że Marleyowi nic nie będzie. Odetchnąłem. -Teraz będziesz musiał zostać w jaskini. Lucas się tobą zajmie. Wilk pokiwał ze zrozumieniem głową i poszedł na swoje miejsce. -To jak, trochę uspokojona panienka?- spytałem nabierając na twarzy klaczy lekki humorek. -Tak, dzięki.- odpowiedziała Poszliśmy nad jezioro i przyglądaliśmy się falującymi falami(XD). Wtedy Roshen westchnęła i powiedziała: (Roshen? Tak będę cię męczył opowiadaniami XD) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz