Sorry Emily że mówiłam Sendy, przyzwyczaiłam się xD:
Wędrowałam sobie samotnie przez las. Towarzyszyły mi jedynie
wspomnienia. I to niezbyt przyjemne. Szłam tak sobie od roku, pokonując
wiele dróg i ścieżek. Nigdy nie chciałam dołączać do żadnego stada. Po
tym co się stało... nie chciałam przeżywać znów tego samego. Skrywałam w
sercu coraz więcej uczuć i nie potrafiłam ich nikomu wyjawić. Wszystkim
wydawałam się oziębła i nieczuła, ale ja nie mogłam nic na to poradzić.
Lecz tego dnia wszystko się zmieniło. Kiedy słońce było już wysoko na
niebie postanowiłam zdrzemnąć się w cieniu drzewa. Znalazłam wygodne
miejsce i zasnęłam. Kiedy się obudziłam i otworzyłam oczy zobaczyłam
wpatrującą się we mnie klacz. Tak się zaskoczyłam, że gdy wstawałam
uderzyłam głową w gałęzie drzewa.
- Oj, wybacz. Nie chciałam cię wystraszyć. - powiedziała szybko
- Nic się nie stało. - odparłam
- Nigdy cię nie widziałam. Kim jesteś? Ja mam na imię Live. - przedstawiła się
- Emily. - powiedziałam krótko
- A co ty tu robisz? Odłączyłaś się od swojego stada? - spytała Live.
- Nie. Po prostu szłam i zdrzemnęłam się na chwile.
- A do jakiego stada należysz? Znam wszystkie konie z okolicy. Przynajmniej z widzenia.
- Ja nie należę do żadnego stada. W moim rodzinnym stadzie... już nie
mam rodzinnego stada. - zrobiło mi się nieprzyjemnie, nie wiedziałam co
powiedzieć.
- Przykro mi. Może chcesz o tym opowiedzieć? - zapytała troskliwie
- Wolałabym nie... - Live skinęła głową i spytała:
- A może chcesz dołączyć do mojego stada? - spojrzałam na nią ze wzruszeniem. Wreszcie znów mam swój dom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz