-S-smuta przez mnie?- zdziwiłem się. Było mi przykro, że ktoś przez mnie cierpi
-Tak- powiedziała stanowczo
-Ale...ja nie chciałem jej zrobić przykrości. Po prostu...ech tobie mogę
powiedzieć, byłem zmęczony, to jeden, a dwa...dwa razy zmienialiśmy
miejsce, w którym spaliśmy. Coś za nami łaziło, wiedziałem co, ale nie
chciałem, żeby coś stało się Rose. Bardzo ją lubię, i przykro mi, że tak
to odebrała...gdy ona poszła, to coś znowu przyszło...
-Co to za coś?- spytała lekko przekonana
Powiedziałem jej to szeptem na ucho. Zdziwiła się.
-Live, ja ją lubię- mówiłem- nie wiedziałem, że tym ją zranię...nie chciałem, żeby coś się stało Rose! Nie wiedziałem...
-To napraw to!
-Racja!
Pogalopowałem w stronę lasu. Chciałem znaleźć Rose. Nawet by mi do głowy
nie przyszło, że tak to odbierze. Lubię ją...oprócz Rudego, i Lili, to
moja jedyna przyjaciółka. W końcu ją znalazłem.
-Rose...-zacząłem
-Co chcesz?- odpowiedziała sucho
-Słuchaj...ta sytuacja wczoraj...ja nie chciałem żebyś to tak odebrała!
Do głowy by mi nie przyszło, żeby Cię zranić. Bardzo Cię lubię,
pamiętasz to coś co za nami łaziło?
-No...
-Przyszło jeszcze ze dwa razy, a ja nie chciałem, żeby TOBIE coś się
stało...lubię Cię i naprawdę nie chciałem żeby z mojego powodu było Ci
przykro!
To co mówiłem, to szczera prawda. Nie lubię, jak ktoś przez mnie cierpi, zwłaszcza moi przyjaciele. A Rose do nich należała.
-Rose...
<Rose, ja naprawdę nie wiedziałem że tak to odbierzesz lubię cię!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz