czwartek, 23 maja 2013

Od Nirvany, dobry początek, zły koniec.

Cały czas się uśmiechałam i pomagałam innym, to było okropne! Cały czas Nirvana to tamto i siamto. Powiedziałam już dość! Wybuchłam agresją. Przepychałam się między innymi końmi. Kopałam je, biłam, gryzłam. Nie miały nic przeciwko, bały się mnie. Złowieszczo patrzyłam na innych z góry. Mój wzrok wystarczył by paść na kolana. Przechadzałam się wzdłuż granic stada. Mimo że znęcałam się nad innymi to stado było fajne. Podobało mi się to że miałam nad innymi kontrolę. Jednak mój żywioł przerywała zawsze Live. A bo tego nie możesz, to zakazane i w ogóle. Wredna jest. Nie rozumie mojego cennego charakterku.
Kiedyś biłam się z innym koniem a Live:
-Co ty robisz! Zaraz cię wygnamy ze stada!
Ojejku, ale mnie to interesuje....  . Myślę że wreszcie kiedyś pokonam jakiegoś durnego konika i zobaczy że ja jestem panią i władczynią....
Popatrzyłam na wszystkich dookoła. Rzuciłam się na Guerrę.

<Guerra, coś dodasz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz