niedziela, 12 maja 2013

Od Leona


Gdy sięgam pamięciom do mojego dzieciństwa pierwszym obrazem jaki pamiętam jest Kajetan. Starszy mężczyzna, był indianinem. Był, ponieważ już nie żyje. Opiekował się mną od czasu moich narodzin. Karmił mnie, i w ogóle o mnie dbał. Czasami malował mi futro, twierdził, że to po to aby odpędzić ode mnie złe demony. Jednak teraz wiem, że to nie prawda. Pewnego słonecznego dnia gdy powietrze było suche a wiatru nie było prawie w ogóle na wioskę. Strzelali i podpalali tipi. Wszystko w okól było zadymione ja jednak nie myśląc pobiegłem czym prędzej aby pomóc Kajetanowi jednak gdy już tam byłem był on na skraju wyczerpania. Był już dość stary a przez dym bardzo się krztusił. Chciałem go stamtąd zabrać ale on tylko zrobił mi jakiś dziwny znak na czole i powiedział "Uciekaj i nieś ze sobą szczęście". Niechętnie ale pobiegłem. Zostawiłem za sobą szary dym palonego tipi. Biegłem tak długo na ile pozwalały mi siły. Jedyne co dziś zostało mi z tamtego życia to wspomnienia. Zmieniłęm się, nie byłem już tym samym koniem co wcześniej. Gdy po kilku dniach dotarłem nad jakieś jeziorko od razu postanowiłem napić się wody. Gdy zacząłem z krzaków wyszła jakaś klacz i zapytała:
- Kim jesteś?
- Leon, a ty? - spojrzałem na karą klacz
- Jestem Live, alfa stada żywej legendy
- Miło mi.
- Mi także, może zechciał byś dołączyć?
- Tak - odpowiedziałem i pomyślałem, że w sumie i tak to nie ważne gdzie jestem bo już nigdy nie będie tak jak wcześniej.
Alfa zaprowadziła mnie na polanę gdzie była reszta stada. Tak dołączyłem do Stada Żywej Legendy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz