piątek, 24 maja 2013

Od Emily

Był ciepły i słoneczny dzień. Wiał lekki wiaterek więc postanowiłam zdrzemnąć się chwilkę w cieniu drzewa. Ułożyłam się wygodnie, ale coś było nie tak. Ktoś mnie obserwował. Otworzyłam oczy i spostrzegłam w oddali jakiegoś konia. Nie znałam dobrze wszystkich koni wi9ęc nie wiedziałam kto to taki. Podeszłam trochę bliżej i spytałam.
- Kim jesteś? - spytałam
- Koniem, jak ty - te słowa były wypowiedziane z taką samą obojętnością jaką dobrze znam. Aż za dobrze.
- Ach, ty pewnie jesteś Nirvana? - zrozumiałam - Live mi o tobie mówiła. Podobno nie jesteś typem imprezowicza. - klacz milczała. Mierzyłyśmy się wzrokiem. W powietrzu czuło się napięcie. Ona: samolubna, zamknięta w sobie. Ja: nieufna, skryta. Podeszłam kilka kroków bliżej. Nie spuszczałam jednak oczu z Nirvany. Wiedziałam czego można się po niej spodziewać. W walce jest bezwzględna i nie zna litości. Na szczęście ja nie byłam amatorką. Jednak można było wyczuć wokół niej złowieszczą aurę. Nagle Nirvana odezwała się.

<Nirvana>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz