Zawahałam się.
- Musiała na parę dni opuścić Stado. - odpowiedziałam. - Sprawy rodzinne, wiesz.
Ogier pokiwał wyrozumiale głową.
- Czyli możemy robić co chcemy. - zaśmiał się Rastan.
Pokręciłam głową przecząco.
- Nie zupełnie. - powiedziałam cicho. - Ja teraz pełnię jej obowiązki.
Koń zdziwił się. Popatrzył na mnie z niedowierzaniem.
(Rastan?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz