-Tak rosną, chodź za mną.
Ogier kiwnął głową i poszedł za mną. Rozglądał się na boki.
Po chwili zauważyłam rosnące kwiaty.
-Tutaj są.
Ogier urwał jednego.
-Pójdę go zanieść Roshen... - ogier uśmiechnął się i pobiegł w stronę klaczy wesoło merdając ogonem.
Po chwili stał niedaleko niej. Ofiarował jej kwiatek...
Patrzyłam na parę z zachwytem... czyżby się polubią? Wreszcie podeszli do mnie. Roshen wyznała mi na ucho:
<Rosh?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz