Przechadzałam się wzdłuż zorzy myśląc czy kiedykolwiek znajdę tego jedynego... choć w sumie wpadł mi w oko pewien ogier. Zaimponował mi jednym słowem.
Patrzyłam na zmarłe konie w zorzy polarnej. <--- Od Live Nareszcie ktoś powiedział POLARNEJ! :D
Rozmawiałam telepatycznie z moją zmarłą siostrą. Nagle ciszę przerwał stukot kopyt. Nie stukot ale lekkie stąpanie. Słyszałam odgłosy śmiechu i ciepły oddech. Odwróciłam się lecz nikogo nie było za mną. Odgłosy ucichły. Jednak po chwili znów to słyszałam, szybko się odwróciłam. Moja reakcja była spontaniczna. Szybko kopnęłam konia by nie mógł wstać przytrzymałam go kopytem. Otrzepując się zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam. Ujżałam twarz tego do kogo czuję sympatię.
-Poker! -wykrzyknęłam. - Przepraszam! Ja nie chciałam!
Ogier popatrzył na mnie jak na idiotkę.
-Nic się nie stało - uśmiechnął się życzliwie. Wstał a rany i ból ustąpił.
Czułam się głupio, chciałam zapaść się pod ziemię.
- Aaa... jestem Rose!- przywitałam się.
<Poker? Dokończ proszę>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz