Wzruszyłam ramionami ( jeśli konie mają ramiona ) i pokłusowałam sobie spokojnie do lasu. W pewnej chwili zatrzymałam się.
- Zaraz? Czemu ja to właściwie robię? - westchnęłam i ruszyłam dalej. Nagle usłyszałam jakiś szelest. Zobaczyłam młodą łanie pasącą się na polanie. Zakradłam się cichutko i ukryłam w krzakach. Nie lubiłam zabijać bez potrzeby. Od tamtej pamiętnej nocy zrobiłam się wrażliwa na śmierć. Umiem zabijać, ale robię to tylko wtedy kiedy nie mam innej opcji lub kiedy walczę w obronie bliskich mi osób. Wstałam i podeszłam do łani. Nie wystraszyła się i nie uciekła. Gdy spytałam ją dlaczego odparła:
- Bo nie masz złych intencji. Czuje, że nie lubisz zabijać bez potrzeby. Jestem Alice. A ty?
- Emily. - odpowiedziałam - Wybacz ale muszę już uciekać. - odwróciłam się kiedy nagle dostrzegłam ruch w krzakach. W zaroślach czaił się wilk. Wyskoczył wprost na Alice. Przerażona łania nie miała jak uciec. Wtedy rzuciłam się na wilka i po paru sekundach leżał martwy. Alice podziękowała mi i obiecała, że kiedyś mi się zrewanżuje, a ja wzięłam wilka i wróciłam do Nirvany. Czekała na mnie. Zrzuciłam cielsko drapieżnika na ziemię i odezwałam się:
- Proszę, jak chciałaś, ale nie mam bladego pojęcia czemu to zrobiłam. - choć muszę przyznać, że w głębi duszy cieszyłam się,
że Nirvana kazała mi iść do lasu. Dzięki temu uratowałam Alice. Przysiadłam w cieniu drzewa i patrzyłam jak klacz ogląda wilka.
- Muszę przyznać dobra robota... Emily? - powiedziała Nirvana
- Dziękuje za... no nieważne i... - westchnęłam - mów mi Lizy. Emily nie kojarzy mi się zbyt dobrze Nirvano. - klacz popatrzyła na mnie i kiwnęła głową. Znów zapadło milczenie.
<Nirvana>
- Zaraz? Czemu ja to właściwie robię? - westchnęłam i ruszyłam dalej. Nagle usłyszałam jakiś szelest. Zobaczyłam młodą łanie pasącą się na polanie. Zakradłam się cichutko i ukryłam w krzakach. Nie lubiłam zabijać bez potrzeby. Od tamtej pamiętnej nocy zrobiłam się wrażliwa na śmierć. Umiem zabijać, ale robię to tylko wtedy kiedy nie mam innej opcji lub kiedy walczę w obronie bliskich mi osób. Wstałam i podeszłam do łani. Nie wystraszyła się i nie uciekła. Gdy spytałam ją dlaczego odparła:
- Bo nie masz złych intencji. Czuje, że nie lubisz zabijać bez potrzeby. Jestem Alice. A ty?
- Emily. - odpowiedziałam - Wybacz ale muszę już uciekać. - odwróciłam się kiedy nagle dostrzegłam ruch w krzakach. W zaroślach czaił się wilk. Wyskoczył wprost na Alice. Przerażona łania nie miała jak uciec. Wtedy rzuciłam się na wilka i po paru sekundach leżał martwy. Alice podziękowała mi i obiecała, że kiedyś mi się zrewanżuje, a ja wzięłam wilka i wróciłam do Nirvany. Czekała na mnie. Zrzuciłam cielsko drapieżnika na ziemię i odezwałam się:
- Proszę, jak chciałaś, ale nie mam bladego pojęcia czemu to zrobiłam. - choć muszę przyznać, że w głębi duszy cieszyłam się,
że Nirvana kazała mi iść do lasu. Dzięki temu uratowałam Alice. Przysiadłam w cieniu drzewa i patrzyłam jak klacz ogląda wilka.
- Muszę przyznać dobra robota... Emily? - powiedziała Nirvana
- Dziękuje za... no nieważne i... - westchnęłam - mów mi Lizy. Emily nie kojarzy mi się zbyt dobrze Nirvano. - klacz popatrzyła na mnie i kiwnęła głową. Znów zapadło milczenie.
<Nirvana>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz